Czułem, jak z nadmiaru emocji trzęsą mi się nie tylko nogi, ale i reszta ciała stykająca się z jej sylwetką. Przytulając ją do torsu natykałem się na miliony myśli błądzących między zakłopotaniem, a przesadną bojaźliwością. Musiałem brać głębokie wdechy, by wciągając zapach subtelnych perfum zrozumieć, że właśnie na dobre zapomniałem o swojej przeszłości. Nie liczyło się to, jak bardzo byłem zakochany w Hannie, ale to, co rodziło się między mną, a Aną. Uczucie, któremu bałem się pozwolić rozwinąć skrzydła z powodu zranienia czy ponownego ciosu w sam środek serca.
Schowałem twarz w jej włosach. Trzymała dłonie na moim karku, kreśląc paznokciami bliżej nieokreślone kształty. Ciarki przechadzające się po częściach mojego ciała uzupełniały delikatne łaskotanie w okolicach klatki piersiowej, sprawiając, że nie zwracałem uwagi na nic innego, poza nią. Chciałem zachować tę chwilę dla siebie już na zawsze. Zamknąć się i trwać w niej po kres dni, choć wiedziałem, że tak się nie da.
Muzyka zmieniła bieg po raz kolejny. Nieznacznie odsunąłem się od brunetki, by móc lekko unieść kąciki ust. Skrzyżowała swoje palce u dłoni z moimi i zaczęliśmy przemieszczać się w stronę stojącej pod ścianą kanapy. Usiadłem pierwszy, ona kilka sekund później, obok. Była cholernie blisko, przyprawiając mnie o zawrót głowy. A kiedy szeptem, smagając swoim oddechem moją szyję, zaczęła prosić, bym przyniósł jej coś do picia, miałem ochotę spojrzeć na swoje krocze i upewnić się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Drogę do baru pokonałem błyskawicznie. Równie szybko wróciłem ze szklanką wypełnioną ciemnym płynem, zauważając kątem oka rozbawionego Lewisa. Pokazał mi uniesiony kciuk i zaczął coś wykrzykiwać, jednak nie miałem ochoty go słuchać. Pragnąłem po prostu jak najszybciej do niej wrócić.
- Przepraszam - oznajmiła, gdy wręczyłem jej drinka. - Jestem już nieźle schlana.
Uśmiechnąłem się, czując, jak kładzie głowę na moim ramieniu.
- Raz na jakiś czas można się zabawić.
- Nie panuję nad tym.
Zmarszczyłem brwi, przy okazji obejmując jej talię.
- Chyba nie rozumiem.
- Sama tego nie umiem zrozumieć. - Zaśmiała się. - Ale może kiedyś...
Spojrzała prosto w moje oczy, nieznacznie zagryzając dolną wargę. Cholera! Czy możliwe jest zakochanie się w kimś po ledwie kilku dniach niezobowiązującej znajomości? Czy to dziwne, ogarniające mnie od środka uczucie nie było tylko głupim wymysłem, pretekstem do udowodnienia sobie, że mogę zacząć żyć od nowa?
Powoli gubiłem się w tym wszystkim. Jednak nie miałem czasu na jakiekolwiek wyjaśnienia, bowiem przed nami wyrósł podpity Nico, na którego twarzy malowała się prawdziwa furia.
- Chyba wystarczy. - Starał się być opanowany. Szkoda tylko, że wcale mu to nie wychodziło. - No już Ana, idziemy!
Pociągnął ją za nadgarstek. Ale ona zamiast wstać i posłusznie wyjść, przytuliła się do mnie z cwaniackim uśmiechem.
- Nigdzie nie idę! Chcę zostać tutaj, z Sebastianem.
Moje serce automatycznie wrzuciło szybsze obroty. Czy ona naprawdę to powiedziała?
- Jesteś perfidnym krętaczem! - Rosberg wziął jej ciało na ręce i przyciągnął do torsu z zadziwiającą czułością. Odgarnął z jej twarzy zaplątany kosmyk brązowych włosów, po czym ponownie, przyjmując postawę super bohatera, spojrzał na mnie. - Od zawsze wiedziałem, że nie można Ci ufać. Ale nie myślałem, że byłbyś w stanie upić bezbronną dziewczynę, by później ją wykorzystać. Brzydzę się tobą, Vettel!
I wyszedł, zostawiając mnie w stanie silnego oszołomienia.
Teraz już wiedziałem, że będę miał pod górkę. Jeśli szczerze się w niej zakochałem, będę musiał odsunąć od tego wszystkiego zdeterminowanego Niemca, który z całą pewnością obdarza ją czymś więcej, niż tylko zwykłą przyjaźnią.
***
Uniosłam powieki, słysząc dźwięk przychodzącego sms-a. Rozglądając się po jasnym, hotelowym pokoju próbowałam opanować narastający ból głowy. Podniosłam się do pozycji siedzącej, po czym zaczęłam wyciągać rękę w kierunku telefonu. Nie dane mi było jednak zobaczyć, kto pragnął mi coś przekazać.
- Obiecaj mi, że nigdy więcej się z nim nie spotkasz.
Zadrżałam, nerwowo spoglądając na siedzącego pod oknem Nico. Doskonale wiedziałam, o co mu chodzi. Czułam też, że przegięłam i zabrnęłam zdecydowanie poza granicę. Ale wspomnienie jego ciepłych, męskich ramion do pary z oszałamiająco błękitnymi oczami niemalże od razu niwelowały poczucie winy. Po prostu się cieszyłam. Wiedziałam, że Sebastian to wspaniały człowiek i choć Rosberg był moim przyjacielem, nie umiałam trzymać się od niego z daleka. To właśnie on zapełniał pustkę, którą przez tyle lat miałam w sercu. To jego zaczęłam darzyć pewnym uczuciem. Może na razie faktycznie nie potrafiłam tego zrozumieć. Po tylu latach siedzenia w zamknięciu nie wiedziałam, jak to jest pragnąć kogoś, kochać go, nie oczekując jednocześnie niczego w zamian. Jednak wiedziałam, że nasza relacja już teraz nie należy do normalnych. I nie chciałam, by do takowych należała.
- Nie mogę - wyszeptałam, spuszczając wzrok. Przynajmniej na chwilę musiałam zapomnieć o wydarzeniach z nocy i przestać się szczerzyć niczym dwulatek na widok lizaka.
Gwałtownie wstając rzucił trzymaną w dłoni szklanką z wodą o ścianę. Zacisnęłam powieki, słysząc okropny huk i z przerażeniem uroniłam jedną łzę, gdy złapał mnie za ramię.
- Naprawdę jesteś aż tak ślepa?! Sebastian to bydlak! Wykorzysta Cię i porzuci, jak kilka innych, co to mu zaufały. Jemu zależy tylko na seksie. Nic innego się nie liczy!
Czułam słoną wodę spływającą po policzkach. Nie umiałam się opanować. Przecież to, co mówił, nie miało żadnego sensu...
- Ale Nico...
- Ana, myślisz, że dlaczego z nim nie gadam?
Przełknęłam głośno ślinę. Przez chwilę miałam ochotę ugiąć się, zagrzebać w pościeli i po prostu wypłakać. Jednak zamiast tego zebrałam w sobie wszystkie siły i wyrwałam z uścisku Niemca.
- Według twojej teorii wszystkim z padoku powinno zależeć tylko na seksie - prychnęłam, wstając. - Bo tylko z Verstappenem masz jako takie relacje!
Złapałam telefon i wybiegłam na korytarz. Nie miałam zamiaru się z nim użerać. Każdym kolejnym słowem sprawiał mi coraz większy ból, zagnieżdżający się na dnie serca. Naprawdę nie myślałam, że pierwszą osobą, która mnie tak cholernie zrani, będzie właśnie on.
Pokręciłam głową, ścierając z policzków łzy. Nie posiadało to jednak żadnego sensu, bowiem zaraz napływały kolejne. Szybkim tempem, niemal biegnąc, dopadłam do windy i zjechałam na parter. Dopiero stojąc przed recepcją, będąc w centrum uwagi wszystkich znajdujących się tam ludzi zauważyłam, jak wyglądam. Rozczochrana i rozmazana, ubrana jedynie w koszulkę Nico oraz bawełniane, krótkie spodenki.
Wzięłam parę głębszych oddechów. Czy Sebastian naprawdę mógłby mnie tak perfidnie oszukiwać?
- Ana?
Odwróciłam się. Na widok Kimiego poczułam lekką ulgę.
- Ej, co się stało? Dlaczego płaczesz?
Zagryzłam jedynie dolną wargę, starając się nie uronić już żadnej łzy. I tak wglądałam beznadziejnie. Ze spokojem poczułam, jak mnie obejmuje i prowadzi z powrotem do windy. Nacisnął guzik z numerem czwartym, po czym mocno mnie przytulił. Byłam mu za to bardzo wdzięczna.
- Kimi? - wydukałam.
- Tak?
Ukryłam twarz w jego ramieniu, by móc wypowiedzieć te kilka okropnie brzmiących słów.
- Czy on... Czy Sebastian naprawdę sypia z pierwszymi lepszymi?
Kątem oka widziałam, jak przełyka ślinę. I już wiedziałam, że Nico miał rację.
W taki właśnie sposób cały mój wyidealizowany świat, który dopiero zdążył powstać, runął niczym domek z kart. Dlaczego to właśnie ja muszę mieć w życiu takiego pecha?
__________
Szczerze mówiąc, całkiem lubię ten rozdział. Początkowo miał wyglądać zupełnie inaczej, ale w sumie dlaczego nie miałabym przewrócić wszystkiego do góry nogami? :')
Dziękuję za opinie i mam nadzieję, że pod tym również się kilka pojawi ;*

