Szybko bijące serce niemal wyskakiwało z mojej piersi. Chciałam uciec stąd jak najdalej, może nawet ponownie zagrzebać się w łóżku stojącym na środku pokoju monakijskiego domu. Ale byłam w stanie jedynie wypłakiwać się w ramię Kimiego. To wszystko bolało mnie bardziej, niż z początku mogłam sobie wyobrazić. Uczucie, którym zaczęłam darzyć Sebastiana było na tyle silne, by przytłoczyć mnie ową wiadomością. Nie znalazłam motywacji nawet na samodzielne wyjście z windy, to Raikkonen musiał mnie wyprowadzić i posadzić pod ścianą.
- Ana, to nie tak, jak myślisz.
Wzięłam kilka urywanych wdechów, starając się nie jąkać przy wypowiadaniu słów.
- Oczywiście. Teraz będziesz go tłumaczył...
- Nie, naprawdę nie rozumiesz.
Zmarszczyłam brwi. Nie chciałam słuchać głupich wyjaśnień, już i tak wystarczająco cierpiałam. Jedyne, czego potrzebowałam, to spokoju oraz odrobiny ciszy. Nie ukoiłoby to moich drżących z nadmiaru nieprzyjemnych emocji dłoni, ale przynajmniej pozwoliło wszystko przemyśleć i możliwie zapomnieć. Podjąć jakąś decyzję na temat dalszego działania.
- W takim razie mi wytłumacz - poprosiłam, patrząc prosto w jego oczy.
- Myślę, że nie ja powinienem to zrobić.
Westchnęłam. Czy wszystko zawsze musi być tak skomplikowane?
- Nie chcę go widzieć...
- Posłuchaj mnie. - Zagryzł dolną wargę, jednocześnie ściskając moje ramię. - Sebastian nie jest złym człowiekiem, nie zrobi Ci krzywdy. On po prostu wiele w życiu przeszedł. I uważam, że nie ja powinienem Ci to wszystko wyjaśnić.
Zacisnęłam powieki, pozwalając, by słone łzy spłynęły po moich policzkach dwiema niezbyt równymi stróżkami. Schowałam twarz w dłoniach, starając się nie myśleć. Miałam dość wszystkiego. Zaczynając na beznadziejnym ojcu mającym mnie głęboko w poważaniu, a kończąc na uczuciu, które nawet nie zdążyło całkowicie się rozwinąć, a już było skazane na porażkę i usunięcie się w cień. Musiałam zapomnieć. Wyrzucić z siebie wszystkie wspomnienia związane z Vettelem. Pytanie tylko, czy będę umiała to zrobić...
Wspomagając się obłożoną tapetą ścianą, stanęłam chwiejnie na nogach i głośno przełknęłam ślinę. Miałam wrażenie, jakby coś rozrywało mnie od środka. Dusiłam się. Chciałam uciec stąd jak najszybciej i przede wszystkim przestać się nad sobą użalać.
- Pomożesz mi znaleźć Nico? - spytałam, patrząc w tęczówki Kimiego. - Chcę go przeprosić...
- Ana, idź z nim porozmawiać. - Jego błagalny ton sprawiał, że prawie przewróciłam się z nadmiaru emocji. - Tak, wiem. To, co robił nie ma żadnego usprawiedliwienia. Ale minęło sporo czasu, on się naprawdę zmienił...
- Daj spokój. Brzydzę się nim.
Raikkonen zacisnął powieki z bezradności. Westchnął, po czym objął mnie w geście pocieszenia.
- Jesteś tego pewna?
- Nie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Ale chcę przeprosić Nico.
Kierowca poprowadził mnie do końca korytarza i skierował się w stronę mojego pokoju. Stojąc przed drzwiami, przytulił mnie do torsu, a ja schowałam się w jego ciele najlepiej, jak tylko potrafiłam. Czemu życie musi być takie beznadziejne? Dlaczego wszystko, czego się tknę, sprawia, że cierpię?
Przywołałam wspomnienie tych błyszczących, niezwykle hipnotyzujących tęczówek, przyprawiających o przyjemne łaskotanie w okolicach serca. Czarującego uśmiechu dającego mi radość, inspirację i nadzieję na lepsze jutro. Przypominały mi się wszystkie ciepłe słowa, które w moją stronę kierował. Po prostu to, w czym tak bardzo się zakochałam i o co chciałam walczyć, tylko po to, by później przekonać się, jakim człowiekiem tak naprawdę jest Vettel.
- Chociaż spróbuj - wyszeptał Kimi.
Ja jednak pokręciłam tylko głową, odsunęłam się od niego i z niezwykle nieszczerym, wymuszonym uśmiechem zamknęłam się wewnątrz hotelowego pokoju.
Miałam wielką ochotę usiąść na podłodze i zacząć płakać, tak, jak to robiłam, gdy miałam pięć lat i tata nie chciał mnie puścić na plac zabaw znajdujący się w pobliskim parku. Ale musiałam być silna. Nie umiałam co prawda powstrzymać kapiących na podłogę łez zmieszanych z nieprzyjemnymi ciarkami przeszywającymi co jakiś czas moje ciało, jednak zagryzłam zęby i ruszyłam w kierunku walizki. Zaczęłam niedbale wrzucać do niej ubrania znajdujące się w szafie. Z wściekłością wcisnęłam do środka koszulkę merców i dwie pary jeansów. Podniosłam z podłogi podręczny plecak, po czym wysypałam na łóżko jego zawartość. A widząc to, co kiedyś sprawiało, że unosiłam się we własnym, wyimaginowanym świecie, poczułam niezwykle duszący ucisk w gardle. Bluza Sebastiana... Krwistoczerwona, z emblematem ferrari i wyszytą, niemiecką flagą na karku.
Nie umiałam z nią nic zrobić. Dlatego po prostu przytuliłam się do niej i płacząc, bezradnie położyłam na łóżku. W niektórych miejscach nadal dało się odczuć lekki zapach jego cudownych perfum. Czegoś, co jeszcze kilka godzin temu dawało mi niezwykle silne poczucie bezpieczeństwa. A teraz przyprawiało tylko o beznadziejny, paraliżujący wręcz ból.
Może wydawałam się śmieszna. Dziwnie było tak rozpaczać po pozornej utracie faceta, którego znałam kilka dni. Ale to był właśnie efekt zamykania mnie w pokoju przed całym światem. Nie miałam doświadczeń. Nie rozumiałam, jak to jest się zakochać i nie byłam odporna na zranienie. Przecież równie dobrze mógł mi powiedzieć prosto w twarz, że nic dla niego nie znaczę. I wtedy czułabym się dokładnie tak samo. A może nawet gorzej?
Słysząc ciche pukanie zerwałam się na nogi. Panicznie upchnęłam bluzę ferrari pod stertą ciuchów znajdujących się już w walizce, po czym odwróciłam w kierunku otwierających się drzwi. Do środka wszedł Nico z niezwykle zatroskaną miną.
- Kimi mówił... Ana, co się stało? - Zaraz do mnie doskoczył i mocno do siebie przytulił. - Dlaczego płaczesz?
Nie byłam pewna, czy chciałam mu się z tego zwierzać. Ale tylko jemu ufałam w stu procentach. W gruncie rzeczy był jedyną osobą, której naprawdę na mnie zależało.
- Miałeś rację - wyszeptałam, chowając twarz w jego ramieniu. Czułam, jak uspokajająco gładził mnie po włosach. - Sebastian to idiota.
- Coś ci zrobił?
- Nie, ale... Kimi powiedział mi o jego przeszłości. Jak wpuszczał do łóżka pierwszą lepszą i...
- Przecież Cię ostrzegałem.
Gwałtownie zamrugałam powiekami, odsuwając się od niego.
- Wiem. Przepraszam, że Ci nie uwierzyłam.
Blondyn położył dłoń na moim policzku, delikatnie się uśmiechając.
- Nie masz za co. Po prostu w przyszłości uważaj na to, z kim się zadajesz.
Pokiwałam głową, choć czułam, jak ciężko będzie mi wyplenić Vettela z życia. Tym bardziej, że przecież miałam go widywać na każdym Grand Prix.
- Możemy... Możemy już wyjechać? Nie chcę się na niego natknąć.
- Oczywiście. Zaraz zarezerwuję bilety.
Czule pocałował mnie w czoło, jednocześnie upewniając w słuszności podjętej decyzji.
***
Pakowanie się po wyścigowym weekendzie nigdy nie należało do moich mocnych stron. Nie raz zdarzało mi się zostawić coś w hotelu, czego konsekwencją było wykonanie miliona telefonów. Dlatego najczęściej odpuszczałem sobie poszukiwania owej zguby i nauczyłem się sprawdzać, czy oby na pewno wszystkie najważniejsze rzeczy są już na miejscu.
Zapinanie walizki przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi. Zmarszczyłem czoło i odwróciłem się, zauważając strapionego Raikkonena.
- Coś się stało? - spytałem, nie kryjąc zdziwienia.
- Nie, skądże znowu. U mnie wszystko w porządku. - Uśmiechnął się krzywo. - Za to ty stary masz przesrane.
Otworzyłem usta, by zadać kolejne pytanie, jednak Fin mnie uprzedził.
- Nico niczym ostatni konfident wyśpiewał Anie o twojej przeszłości, pomijając najistotniejsze fragmenty. Więc od tej pory jesteś w jej oczach jebanym podrywaczem kochającym panienki na jedną noc.
Zatkało mnie. Bliżej nieokreślona siła przydusiła moje gardło i kazała mi usiąść na łóżku z bezradności. Uderzyłem pięścią w pozornie idealnie ułożoną pościel, czując, jak do moich oczu napływają łzy. Przecież teraz nie będzie chciała mnie znać...
- Kurwa - szepnąłem, starając się pozbierać myśli w jedno, logiczne zdanie. - Co ja mam robić?
- Wujcio dobra rada mówi: po prostu walcz.
Zacisnąłem powieki, biorąc kilka uspokajających oddechów. Nie mogłem działać pochopnie, głupio podjęte decyzje tylko skomplikowałyby już i tak beznadziejną sytuację. Dlatego ignorując wrażenie, że właśnie straciłem dziewczynę niemalże idealną wstałem, po czym zbierając w sobie całą odwagę wyszedłem na korytarz. W drodze do jej pokoju zastanawiałem się, co mam powiedzieć. Tak po prostu wejść i poprosić, by mi wybaczyła? Opowiedzieć całą historię, która i tak niczego nie usprawiedliwiała? Byłem pieprzonym kretynem, że w ogóle zaczynałem pakować się w kolejny związek!
Ale teraz nie posiadałem opcji odwrotu. Musiałem włożyć w to wszystkie swoje siły. Sprawić, by mi uwierzyła i dała drugą szansę. Dla niej byłem gotowy zrobić praktycznie wszystko...
__________
Wiem, nie wyjaśniłam sprawy z Sebastianem. I nie wyjaśnię jej jeszcze w dwóch najbliższych rozdziałach. Mam nadzieję, że jakoś wytrzymacie :')

